poniedziałek, 2 marca 2015

Testowane na nas: podkłady



 Podkład - nie uważam, że jest absolutnie niezbędny dla kobiety, lecz dla dobrego makijażu jak najbardziej. Uwielbiam makijaż i jego codzienne wykonywanie. Cenie kosmetyki, które w łagodny sposób tuszują co chcę ukryć, a podkreślają to, co chce wyeksponować. W przypadku podkładu te właściwości są szczególnie istotne, bo dobry podkład jest jak płótno.

Wybrałam do testu 6 popularnych i cieszących się dobrą opinią podkładów w różnych cenach. Podane przeze mnie ceny pochodzą z wybranych drogerii internetowych. Ceny w drogeriach stacjonarnych będą wyższe.

środa, 4 lutego 2015

Testowane na nas: Black doll


Czytając naszego bloga zapewne wielokrotnie natknęliście się na tzw. wpisy "pochwalne". To fakt, z przyjemnością promujemy lokalne (i nie tylko) firmy, osoby, przedsięwzięcia... Wierzcie lub nie, ale robimy to zupełnie bezinteresownie. Po prostu jeśli jesteśmy do czegoś przekonane, coś nas zaskoczyło, zachwyciło, albo po prostu "lubimy to!" chcemy przekazać to dalej.
Tym razem polecamy zaprzyjaźniony z nami gabinet kosmetyczny Lanmer Gabinet Kosmetyki Profesjonalnej. Dane nam bowiem było tam wypróbować nowoczesny zabieg: laserowy peeling węglowy o nazwie BLACK DOLL. Gabinet posiada laser najnowszej generacji, który podobno cuda działa... Króliczkiem doświadczalnym została Ania. Alla to wszystko skrzętnie udokumentowała. Koniecznie obejrzyjcie film.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Testowane na nas: odżywki do rzęs



Kontynuujemy rozpoczęty przez nas cykl: Testowane na nas... Tym razem po lupę bierzemy rzęsy. Długie i podkręcone są zaletą każdej kobiety. Wiadomo, że oczy to zwierciadło duszy, dlaczego zatem rzęsy nie miały by być jej oprawą?!

czwartek, 10 kwietnia 2014

Kryształowa moc


Prosty fakt: każdy się poci…

Przyszła wiosna. Niedługo też i lato zawita. Taka kolej rzeczy. I dobrze! Jednak ciepło ma swoje minusy- ot takie pocenie. Oczywiście zimą też to zjawisko zachodzi, ale kurtki, płaszcze i inna wierzchnia odzież blokują wydostawanie się woni na zewnątrz.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Przyjmujemy zgłoszenia do metamorfoz




Masz ochotę na zmianę? Świetnie, bo szukamy dziewczyn gotowych na efekt "łał!". Jak to działa? Przejrzyjcie starsze wpisy na blogu - za nami kilka udanych metamorfoz: Natalia, Babcia Iwona, Ewelina. Wasze mogą być następne!

Metamorfoza z drużyną Manilli to przede wszystkim świetna zabawa. Ale nie tylko - Ania maluje i zdradza tricki jak powtórzyć makijaż w domu, Alla robi foty (które zostają na zawsze), a Asia szuka łupów, które podkreślą efekt "łał".

Przed publikacją otrzymasz zdjęcia do wglądu, ponieważ zależy nam na Twoim zdaniu i komforcie.

Czekamy na Twoje zgłoszenie z dwoma zdjęciami (całej sylwetki oraz twarzy) i numerem kontaktowym pod adresem koktajlmanilla@gmail.com


[3 x A]


wtorek, 21 stycznia 2014

Efekt " Manilla": BABCIA




Piękny zimowy dzień. Wprost idealny na śniegową sesję Babci z wnuczką. Tak więc zapakowałyśmy sprzęt, Alla odśnieżyła auto, ja władowałam się do Yariski z ogromną torbą wypełnioną kosmetykami suszarkami i lokówkami, po drodze zgarnęłyśmy Asię z pracy i pojechałyśmy do przemiłej Pani Iwony, która jest babcią uroczej trzylatki. 

Skąd to zamieszanie? Zbliżający się dzień Babci natchnął nas do przeprowadzenia metamorfozy odpowiedniej do okazji. Tak więc dzięki temu poznałyśmy Panią Iwonę, która parzy pyszną kawę i serwuje najlepsze ciasto marchewkowe pod słońcem. I mimo jak zwykle naszego przejęcia (aby nie dać plamy) i lekkiego niepokoju w oczach gospodyni dzisiejszego wpisu, spędziłyśmy razem przemiły czas. A na zdjęciach zobaczycie efekt naszego spotkania.

Podobnie jak przy naszej pierwszej metamorfozie Natalii  i tym razem postawiłyśmy na kolor, który bardzo pasuje do ciepłego i radosnego usposobienia Pani Iwony. Zajrzałyśmy do szafy i kosmetyczki dopytując w czym czuje się ona najlepiej. Znalazłyśmy tam bakłażany i róże, które jak najbardziej pasowały nam do całej stylizacji. Postanowiłyśmy pokazać ładne rysy twarzy zaczesując włosy nieco bardziej do tyłu. Jasna karnacja w połączeniu z żywym różem nabrała rumieńców a fryzura i strój sprawiły, że ujrzałyśmy wytworną i elegancką kobietę.

Tego dnia jak zwykle Pani Iwona odbiera swoją wnuczkę z przedszkola i mimo że na zewnątrz już troszkę ciemno Alli udało się uwiecznić te radosne chwile na zdjęciach.

 A wszystkim Babciom w dzisiejszym wyjątkowym dniu oprócz zdrowia życzymy jak najwięcej takich chwil, w których wnuczęta rzucają się na szyję szepcąc " Kocham Cię Babciu!".

























[Ania]


środa, 15 stycznia 2014

Testowane na nas: lakiery piaskowe




Przez ostatnie 5 dni zamieniłyśmy się w testerki lakierów. Specjalnie dla was testowałyśmy nowość na rynku kosmetycznym - lakiery piaskowe. Dzięki pomocy przemiłych pań z koszalińskiej Galerii Kosmetyków wybrałyśmy marki sprawdzone i w rozsądnej cenie (założyłyśmy, że lakier ma kosztować nie więcej niż 10 złotych).

Nie oszczędzałyśmy naszych paznokci: gotowałyśmy, zmywałyśmy, szorowałyśmy... obgryzałyśmy. A wszystko po to by przedstawić wam miarodajne wyniki naszego testu.


[Alla] Lakier: PERFECT SAND NAIL POLISH (nr 16)

Podczas malowania paznokci zaskoczyła mnie wyjątkowa, jak na tego typu produkt, łatwość w nakładaniu. Lakier nie ściekał na skórki, a do całkowitego pokrycia wystarczyła w zupełności jedna warstwa. Ja jednak dla pewności dałam również drugą. Paznokcie wyschły ekspresowo podczas tworzenia wcześniejszego postu o biscotti. Dla sprawdzenia trwałości lakieru nie położyłam utwardzacza, co zazwyczaj robię. Z resztą w tym przypadku zburzyłabym efekt matowości.

Pierwsze odczucia to skojarzenie z papierem ściernym. Efekt szorstkości okazał bardzo przydatny podczas drapania się po... czole ;) A tak na poważnie matowa, szorstka struktura - zdecydowanie LUBIĘ TO! Wygląda oryginalnie i nietuzinkowo. Zastanawiam się tylko, czy pisakowy lakier nie zniknie z mej pamięci tak szybko jak lakiery pękające...

Pod koniec testu około 4 dnia szorstkość już nie była tak wyraźna. Lakier starł się na końcówkach podczas codziennych prac domowych i lekko odprysnął (już drugiego dnia). Jadnak i tak uważam, że w porównaniu ze zwykłymi lakierami utrzymał się rewelacyjnie. Pięć dni to dla mnie w zupełności wystarczająco. Z reguły i tak około 3-4 dnia lakier zdąży mi się już znudzić.
Następnym razem wybiorę jednak nieco bardziej stonowany kolor.


Pierwszy dzień

 



Piąty dzień







[Ania] Lakier: ADOS TEXTURE EFFECT (nr 05)

Przyznam ze już nie mogłam doczekać się wieczora aż nałożę nowy lakier (zawsze to robię gdy córki pójdą spać). Wybrałam bardzo intensywny kolor, ale stwierdziłam, że pasuje mi do... butów. Pierwsze wrażenie... hmmm... ciężko się nakłada. Na szczęście druga warstwa wystarczyła żeby ładnie pokryć płytkę paznokcia.

Kolor lakieru jest naprawdę fajny, chociaż intensywny, natomiast struktura zaskakująca, ciekawa i chropowata. Mojej córce bardzo się spodobał, a ja - cóż przyznaję - przyzwyczaiłam się po dwóch dniach. Efekt oceńcie sami na zdjęciach.

Biorąc pod uwagę to, że naprawdę nie oszczędzałam moich paznokci, lakier trzymał się dobrze. Szczególnie w porównaniu do lakierów gładkich i błyszczących, które zazwyczaj odpryskują mi już na drugi dzień. Zauważyłam również, że piaskowa struktura utwardza paznokieć.
Jeżeli podoba się Wam chropowata faktura i matowy kolor (który można także nabłyszczyć lakierem bezbarwnym lub utwardzaczem) to zdecydowani polecam.


Pierwszy dzień





Piąty dzień








[Asia] Lakier: PAESE SAND (nr 321)

Przyznaję: świetnie trafiłam. Mój lakier doskonale się nakłada – piaskowa struktura wybacza pośpiech, brak skupienia podczas malowania paznokci i inne losowe zdarzenia. Nałożyłam jedną warstwę lakieru, bo moim zdaniem tyle wystarczyło dla odpowiedniego efektu.

Na początku problemem była dla mnie dziwna powierzchnia paznokci – drażniły mnie te delikatne ziarenka piasku. Ale szybko się przyzwyczaiłam. 
Jestem zachwycona efektem na paznokciach – po pierwsze wybrałam świetny kolor. Uwielbiam szarości. Uważam, że dobrze pasują do bardzo krótkich paznokci i mojego stylu ubierania (Alla i Ania mnie przekonują, że powinnam, któregoś dnia pokazać wam moją kolekcje oversizowych sweterków i koszulek – w większości szarych ).

Lakier na paznokciach sprawuje się rewelacyjnie. Po pięciu dniach miałam jedynie starte końcówki, a naprawdę nie oszczędzałam swoich paznokci. O tym jak bardzo polubiłam mój nowy lakier świadczy fakt, że jak tylko go zmyłam (bez żadnych problemów, zmywaczem bez acetonu choć podobno tu przydaje się ten z acetonem) użyłam go ponownie.



Pierwszy dzień



Piąty dzień





Całuśna tabela podsumowująca wyniki naszych testów
(skala 1-5)




Serdecznie dziękujemy za pomoc "Galerii Kosmetyków DUO" mającej siedzibę w Koszalinie
www.duohurt.com.pl

czwartek, 9 stycznia 2014

Kolor, piach i mat!



Słyszałyście o lakierach piaskowych? My do niedawna też nie! O tej zaskakującej nowości powiedziały nam panie z koszalińskiej Galerii Kosmetyków. Wspólnie postanowiłyśmy przetestować dla Was trzy marki lakierów o strukturze piaskowej, oczywiście w rozsądnej cenie. 

Plan jest prosty: każda z nas nakłada wybrany przez siebie lakier tego samego dnia i przez pięć dni go testuje. Pod lupę bierzemy łatwość nakładania, efekt na paznokciu, trwałość, czy łatwo się go zmywa i czy nie odbarwia paznokci.

Wyniki naszego testu oraz nasze refleksje już niebawem na blogu!






                                                                                                 
                                                                                               [3 x A]

sobota, 4 stycznia 2014

Efekt "Manilla": NATALIA



Nasza pierwsza metamorfoza wyszła... przypadkiem. Natalia po przeczytaniu wpisu o farbowaniu henną (więcej tutaj) postanowiła po raz pierwszy w życiu zafarbować włosy - to miał być element urodzinowej niespodzianki dla męża. Od słowa do słowa i... wyszła metamorfoza.
Gdy po raz pierwszy Natalia weszła do pokoju zobaczyłyśmy skromną dziewczynę w ciuchach i fryzurze, które dodawały jej conajmniej 10 lat. Brak kolorów sprawiał, że jej roześmiana buzia wyglądała smutno. Od razu wiedziałyśmy, że tak sympatyczna i ciepła osoba może prezentować się rewelacyjnie przy niewielkim nakładzie pracy i kosztów.
Plan na matamorfozę był prosty - Natalia, na co dzień kobieta ciężko pracująca i wychowująca dwójkę dziewczynek ma wyglądać wystrzałowo - wieczorowo.
Największym problemem były długie włosy Natalii - matowe, bez życia. Na szczęście henna w kolorze naturalnego brązu dała radę - włosy nabrały blasku i miękkości.

Ania dostała rumieńców podczas robienia fryzury i makijażu. Alla uwijała się przy zdjęciach, a Asia obgryzała nerwowo paznokcie, czy rzeczy, które wyszukała w lumpeksach dadzą w połączniu z włosami i makijażem efekt "łał", dolewała wina i pilnowała labradorki Zuzy, która koniecznie chciała pomóc.

Byłyśmy tak przejęte, że zapomniałyśmy zrobić zdjęcia przed, a część zdjęć podczas farbowania i układania włosów zniknęła w czarnej dziurze.

Ale to wszystko bez znaczenia - naszym zdaniem (oraz męża i przyjaciół Natalii) efekt Manilla zadziałał rewelacyjnie!

















EFEKT KOŃCOWY



Poniżej zdjęcie z własnej foto kolekcji Natalii 



[Asia]

wtorek, 31 grudnia 2013

Odwagi i kolorów w nowym 2014 roku!

Z okazji Sylwestra i Nowego roku mamy dla was niezwykłą sesje zdjęciową. Odważną, ale zaczynający się karnawał to świetny czas na kontrolowaną dawkę szaleństwa.

W 2014 roku życzymy wam właśnie kolorów i odwagi - nie tylko przy wyborze ciuchów i cieni do powiek, ale przede wszystkim przy dokonywaniu różnego rodzaju życiowych wyborów!
 3 x A












czwartek, 26 grudnia 2013

Mój kolor włosów: naturalny ;-)






[Asia] Lubię swój kolor włosów. Niestety wymaga „podrasowania” jakie gwarantuje farbowanie, które dodaje blasku, maskuje pierwsze znaki czasu. Przez lata nakładałam zwyczajne farby, które można kupić w każdej drogerii. Kilka miesięcy temu postanowiłam wprowadzić zmiany – przestawić się na bardziej naturalne metody (o przygodzie z olejami i kosmetykami bez chemii opowiem wam innym razem).
Pierwszy kontakt z henną miałam lata temu – wtedy do wyboru była czerwień, marchewkowy rudy albo granatowa czerń. Dziś wybór odcieni jest dużo większy (od razu uprzedzam: kolor z opakowania i kolor po farbowaniu mogą się bardzo od siebie różnić). Jestem naturalną brunetką – moim wyborem był kolor czekolady.
Po wielu miesiącach stosowania ciągle jestem zachwycona efektami – kolor jest rewelacyjny, bardzo naturalny, włosy są cudownie odżywione, przestały wypadać, pięknie lśnią. A to wszystko przy minimalnym nakładzie starań i za śmiesznie niską cenę (tubka pasty, która kosztuje mniej niż 10 złotych, wystarcza mi na cztery farbowania).
Nie lubię komplikować sobie życia – postawiłam na hennę w paście – ma konsystencję gęstej farby do włosów, nie wymaga rozrabiania, kładzie się ją od razu na wymyte, mokre włosy, rozczesuje i zostawia na włosach na trzy kwadranse.
Pasta ma dość przyjemny zapach, nie drażni skóry głowy, co ciekawe nie zostawia też na skórze trudnych do usunięcia śladów. A dzięki temu,  że jest taka gęsta nie spływa.
Raz na 5 – 6 tygodni nakładam hennę na włosy i trzymam trzy kwadranse. W międzyczasie traktuję ją jak odżywkę – raz w tygodniu po umyciu włosów nakładam warstwę pasty na 10 – 15 minut. To odświeża kolor i cudownie wpływa na kondycję włosów. Jeśli korzystacie z sauny, to możecie nałożyć hennę na włosy – ciepło sprawia, że odżywcze składniki (w 100 procentach naturalne) skuteczniej wnikają w strukturę włosa.
Farbowanie tą metodą ma jedną wadę – henna tak dobrze regeneruje włosy, że potem trudno je zafarbować innymi (czytaj: mniej naturalnymi) farbami. Jeśli więc lubicie odważne kolorystyczne eksperymenty na swoich włosach to nie jest metoda dla was. 

[Alla] Przygodę z farbowaniem włosów zaczęłam, jak chyba większość dziewczyn, w liceum. Od tamtej pory przez moją głowę przewinęło się wiele kolorów: od popielatego blondu do ciemnego brązu. Wcześniej nie zwracałam uwagi na kondycję moich włosów, które naturalnie się kręcą i raczej nie tracą na objętości. Sytuacja zmieniła się dopiero po porodzie. Wypadło mi na prawdę sporo włosów, a te odrastające spowodowały efekt "szopy" na głowie. Wtedy w ogóle przestałam używać farb. Początkowy "odrost" zamienił się w efekt ombre. Włosy stawały się coraz dłuższe, ale ich naturalny kolor nie był tak błyszczący i "żywy" jak u  farbujących włosy koleżanek. Co więcej po prostu mi się znudził. 

Szwagierka Asia już od dawna zachwalała naturalne kosmetyki i hennę. Postanowiłam, że spróbuję. W końcu jeśli by mi się nie spodobało, to kolor i tak by się zmył.

Dobrałam odpowiedni kolor - zbliżony do naturalnego. W domowym zaciszu, podczas popołudniowej drzemki synka zrobiłam to! 
Pierwszym pozytywnym zaskoczeniem był przyjemny zapach. Następnym - brak potrzeby nakładania odżywki. Muszę tu zaznaczyć, że moje włosy po farbowaniu chemicznym stają się szorstkie - bez odżywki ani rusz. Tymczasem po spłukaniu henny stały się bardzo miękkie i nie plątały się tak jak to mają w zwyczaju. Kolor, o dziwo wyszedł bardzo intensywny. Podczas drugiego mycia nieco się spłukał i to był ten efekt, o który mi chodziło. Polecam :)

[Ania] Jakiś czas się wahałam bo mam swoja ulubioną farbę w kolorze czekoladowego brązu, której używam od lat i każda zmiana odcienia wzbudza we mnie niepokój. Jednak gdy zobaczyłam efekt nakładania henny u Natalii naszej koleżanki z pierwszej metamorfozy postanowiłam ze będę solidarna i też to zrobię. W efekcie jestem absolutnie zachwycona ceną, zapachem, wydajnością i kolorem. Jest idealny!

Zalety: 

* łatwość w nakładaniu pasty;
* przyjemny ziołowy zapach (oczywiście kwestia subiektywna);
* odżywione, miękkie i lśniące włosy;
* naturalny wygląd;
* brak chemicznych składników
* cena.

Wady:

* po farbowaniu henną nie zaleca się farbowania chemicznego ze względu na nieprzewidywalny efekt końcowy
* większa częstotliwość odświeżania koloru

Przydatne wskazówki:

* po farbowaniu oraz przez kilka myć po farbowaniu warto używać ciemnego ręcznika, żeby henna nie pozostawiła ciemnych śladów materiale;
*  poleca się używania szamponu bez silikonów, ponieważ silikon nieco ogranicza wnikanie barwnika we włosy.
 Macie inne doświadczenia z henną? Podzielcie się nimi w komentarzach! 

[Asia]